W wolnym czasie pisze książki – wywiad z Wojciechem Nerkowskim

W wolnym czasie pisze książki – wywiad z Wojciechem Nerkowskim

Z okazji premiery najnowszej książki Wojciecha Nerkowskiego – „Koniec Scenarzystów”, rozmawiamy z autorem o literaturze, serialach i pracy nad tekstem. Z autorem cenionej serii komedii kryminalnych i scenariuszy seriali takich jak „M Jak Miłość” czy „BrzydUla” rozmawia Dorota Józefiak.

Dorota Józefiak: W połowie lutego w księgarni pojawi się nowa książka z cyklu o scenarzystach. Czym różni się od „Spisku scenarzystów” i „Zdrady scenarzystów”? Może pojawiają się nowe, charakterne postaci, albo te znane nam przechodzą jakąś przemianę?

Wojciech Nerkowski: Z tomu na tom rozkręca się kariera dwójki głównych bohaterów, Sylwii i Kuby. W ostatniej części trafiają do Hollywood, a prywatne życie obojga wywróci się do góry nogami i udekoruje wisienką. Będzie obowiązkowo zagadka kryminalna i to taka, która powinna mocno namieszać czytelnikom w głowie. Pojawi się też całkiem sporo nowych postaci, z których wyróżnia się Dżolanta, krzykliwa i tandetna aktorka. Ma parcie na szkło i na Hollywood, i dlatego za wszelką cenę będzie próbowała zaprzyjaźnić się z Sylwią i Kubą.

DJ: Czy w swoich książkach masz postać, która szczególnie jest Ci bliska?

WN: Lubię wszystkie swoje postaci, nawet te złe. A może zwłaszcza te złe, bo łatwiej się je pisze. Kilka ciepłych słów chcę powiedzieć o Palomie Bis. Jak samo przezwisko wskazuje, początkowo miała być mocno drugoplanową postacią, która po prostu zastąpiła Palomę, ponieważ ktoś musiał, skoro „show must go on”. Szybko jednak Paloma Bis urwała mi się z łańcucha i zaczęła żyć własnym życiem. Jest tak pewna siebie i pełna energii, że nie byłem w stanie nad nią zapanować…

DJ: W dwóch poprzednich częściach przewijają się zbrodnie, ale poza tym dość szczegółowo poznajemy produkcję serialu/filmu od kuchni. Czy zachowania aktorów i producentów są zaczerpnięte z życia, czy to tylko fikcja literacka?

WN: Zawsze pilnuję się, żeby nie przenosić na karty powieści ani scenariusza prawdziwych postaci, które można by rozpoznać. Ale już ich zachowania, mechanizmy działania, niuanse psychologiczne – jak najbardziej, bo tylko wtedy historia wypada autentycznie. Zależało mi na tym, by wiarygodnie przestawić pracę na planie filmowym i świat celebrytów, dzięki czemu moje powieści oprócz rozrywkowego mają, w choć minimalnym stopniu, walor poznawczy.

DJ: Ostatnio dużo mówi się o recenzjach – o tym, że wolimy przeglądać treści w formie obrazków niż czytać tekst. Czytasz recenzje swoich książek? A może – w ogóle nie zaglądasz na portale czy blogi?

WN: Lubię recenzje książek, które przeczytałem, i to nie takie powierzchowne, ale wgryzające się głęboko. Porównuję je ze swoimi wrażeniami, jest to rodzaj dyskusji na temat literatury. Z tego samego powodu pilnie czytam recenzje swoich powieści. I z pokorą, ponieważ często otwierają mi one oczy na kwestie, które powinienem poprawić albo udoskonalić w przyszłości.

DJ: Jesteś scenarzystą, więc co z serialami? Jak wiele zależy tak naprawdę od Ciebie? Czy wydanie książki jest porównywalne z zobaczeniem na ekranie odcinak serialu na podstawie napisanego przez siebie scenariusza?

WN: To dwa zupełnie różne światy i, z punktu widzenia twórcy, kompletnie odmienne przeżycia. Scenarzysta dostaje na samym końcu urzeczywistnienie swojej wizji. Są w niej ludzie z krwi i kości (aktorzy) oraz zdarzenia zaaranżowane tak autentycznie, że niemal zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. Pamiętam, że czułem się nieswojo, oglądając na ekranie wymyślone przez siebie zabójstwo. Ale scenarzysta żyje ze świadomością, że jest jedynie trybikiem w wielkiej machinie filmowej. Natomiast pisarz, choć jego kreacja pozostaje na papierze, jest panem i władcą wymyślonego świata. Nie ma tu aktorów, reżysera czy autora scenografii, którzy dorzucają swoje trzy grosze i czasem zmieniają wizję scenarzysty, doprowadzając go do rozpaczy…

DJ: Trzecia część serii ukaże się niedługo w księgarniach. Co czuje autor przed tak ważnym wydarzeniem: ekscytację, lęk, radość?

WN: Dokładnie te trzy emocje. Choć może nie lęk, ale tremę. Gdybym się nie przyłożył do pisania, byłbym rzeczywiście przestraszony, bo przecież recenzenci i czytelnicy nie zostawiliby na mnie suchej nitki. Jestem gotów zmierzyć się z krytyką, ale pisząc „Koniec scenarzystów” dałem z siebie wszystko, więc jestem przekonany, że wstydu nie ma.

DJ: Jakie masz dalsze plany zawodowo-literackie? Czy już klaruje się pomysł na nową powieść?

WN: Nieco ponad rok temu dołączyłem do zespołu scenariuszowego „M jak miłość”. To najpopularniejszy polski serial, od lat absolutny rekordzista, ukochany przez widzów. Dla mnie to ogromna i nieustająca odpowiedzialność. W styczniu premierę miał serial medyczny „Echo serca”, w którym również maczałem palce. Mam nadzieję, że latem ruszą zdjęcia do filmu fabularnego, do którego pisałem scenariusz. Nad kolejną powieścią pracuję w wolnych chwilach. Jak widać, nie mam ich zbyt wiele, więc ciężko przewiedzieć, kiedy ją skończę. Pomysł jest dość karkołomny, łączy wątki mocno sensacyjne z… twórczością mojej ulubionej poetki, Wisławy Szymborskiej. Ale skoro Danowi Brownowi udało się z Leonardo da Vincim, może i mnie się powiedzie…

DJ: Jesteś jednym ze scenarzystów serialu „BrzydUla”. W wakacje świat obiegła informacja, że pojawi się kontynuacja tej produkcji. Angażujesz się w ten projekt czy stawiasz na nowe wyzwania na serialowym rynku?

WN: „BrzydUla” jest jednym z moich ulubionych projektów. Cieszyła się ogromną popularnością, właściwie nadal się cieszy, a widzowie ją oglądają, więc nic dziwnego, że pojawiły się plany nakręcenia dalszego ciągu. Piotr Jasek, główny scenarzysta „BrzydUli”, wymyślił świetną koncepcję kontynuacji, która nie będzie odcinaniem kuponów od pierwszej części. Jednak żadnych szczegółów na razie nie mogę zdradzić, bo klamka jeszcze nie zapadła, więc nie chcę zapeszać.

DJ: Lepiej czujesz się w roli autora scenariusza czy powieści? Która forma wymaga więcej zaangażowania?

WN: Nie umiem tego porównać. Więcej pracy fizycznej wymaga książka, to jednak długie godziny spędzone na stukaniu w klawiaturę. Scenariusz ma w sobie więcej z pisania wierszy. Długo się myśli, a potem zapisuje się już mocno wydestylowane słowa. Parę zdań dialogów, a czasami w ogóle bez kwestii mówionych, które muszą stworzyć klimat i emocje np. sceny oświadczyn albo zerwania. W powieści autor mógłby poświęcić na to cały rozdział, wiele stron i tysiące słów.

DJ: Na koniec: co lubisz robić w wolnym czasie? Masz jakąś specjalną receptę na udany wypoczynek? I czy teraz po premierze książki „Koniec scenarzystów” przyjdzie czas na odrobinę relaksu?

WN: W wolnym czasie piszę powieści! Scenariopisarstwo jest moim zawodem, a książki to bardziej hobby, choć traktuję je śmiertelnie poważnie. Lubię też podróżować. Zwłaszcza zimą zawsze staram się złapać odrobinę słońca, by naładować akumulatory. W tym roku byłem już na Sri Lance, a także w Wiedniu i Rzymie. Te dwie europejskie stolice odwiedziłem częściowo dla przyjemności, ale też, by zrobić porządny research do mojej nowej powieści. To właśnie jest najprzyjemniejsze w zawodzie pisarza i scenarzysty: trudno odróżnić, gdzie kończy się praca, a zaczyna czas wolny.

Z Wojciechem Nerkowskim rozmawiała Dorota Józefiak, autorka bloga KulturalnaMysz.blogspot.com

13 lutego premierę miała 3 część trylogii „Spisek scenarzystów” – „Koniec scenarzystów”, wydanej nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona. „Koniec scenarzystów” wydany został pod patronatem medialnym Stowarzyszenia Śląscy Blogerzy Książkowi.